Ta witryna używa plików Cookies w celach reklamowych, statystycznych i technicznych. Korzystając z witryny wyrażasz zgodę na ich instalację.
Szczegóły na temat plików Cookies i możliwości ich wyłączenia w swojej przeglądarce znajdziesz w naszej Polityce Cookies.

Kłamstwa dentystyczne, czyli czy zastrzyk ze znieczuleniem boli…

Po sugestii z komentarza postanowiłem się zająć tematem kłamstw stomatologicznych. Na pierwszy rzut idzie ból przy zastrzyku znieczulającym.

Ponieważ DentystaSadysta.pl to blog eklektyczny ze wszech miar, sprawę zaprezentuję przy pomocy grafiki:

Jesień

Lubię sobie czasem poczytać historyjki o wyczynach dzieciaków. Czasem da się wyłowić coś ciekawego z morza nudnych fejsbukowych opowieści o pierwszych ząbkach, monstrualnych kupkach i złowrogich szczepionkach.

Moja ulubiona historia pochodzi z nieco podupadłego serwisu autentyki.pl:

Mam córkę, 5 lat, którą staram się wychowywać dość twardo. Uczę ją po prostu, by za każdym razem gdy jest coś nie tak, to żeby nie płakała, tylko starała się przezwyciężyć ból i zachować spokój.
Pewnego razu, jesienią, wracałam z nią z zakupów. Córka niosła w rączkach dwie małe torebki. Po wejściu na klatkę schodową trzeba było wejść po schodach na górę. Moja córka na jednym z poziomów zachwiała się i uderzyła (dość mocno) głową o kaloryfer.
Nic nie powiedziałam, tylko patrzyłam co zrobi. Zaszkliły jej się oczy, na chwilę opuściła głowę, wzięła kilka szybkich wdechów, w końcu spokojnie powiedziała:
- Już grzeją…

źródło: http://autentyki.pl/7285

Po prostu bosko. Przypomniałem sobie o tym po wysłuchaniu opowieści znajomego dentysty. Otóż przyszła do niego kilkuletnia pacjentka, której rodzice obiecali jakąś tam nagrodę, jeśli nie będzie płakała. Bo przez ząbki nie ma co płakać, bo pan dentysta nie zrobi krzywdy, bo borowanie nie boli (same kłamstwa, hehe).

Wizyta przebiegała w miarę normalnie, dziecko parę razy próbowało się wyrwać, parę razy pisnęło itd. Po wszystkim, przy ubieraniu się w poczekalni widać, że dzieciak naprawdę dusi w sobie emocje, walczy z sobą. W końcu… łzy. Matka pyta:
- Córeczko, coś się stało? Tak bardzo bolało?
- Nieee…
- To dlaczego płaczesz?
- Eeee… – widać, że nie wie, co powiedzieć – bo… już jesień jest.

Dziękuję za uwagę. :)

Czoko, czeko i niemoralna propozycja

Niby nie powinienem pisać o czekoladzie, bo dziury w zębach itd. Ale przeżyłem tak niesamowity szok, że muszę się tym z Wami podzielić.

Otóż jest sobie taki wafelek, który nazywa się Czekowafel. Robi go Wedel. Filozofia tego wspaniałego wafelka (o ile wafelek może mieć filozofię) polega na tym, że jest to… torcik wedlowski zamknięty w formie wafelka. Jest to genialne po wielokroć, bez dwóch zdań.

Na czym polega ten szok? Otóż przez wiele miesięcy żyłem w błędzie. Byłem pewny, że obiekt moich cukierniczych fascynacji nazywa się Czokowafel. Czoko – Czeko. Jestem skołowany do tego stopnia, że sam już nie wiem, która nazwa brzmi lepiej. I jak powinienem teraz mówić. Czoko? Czeko?

Na dodatek, dostałem najciekawszego maila w życiu! Napisała do mnie pewna pani z dość jednoznaczną propozycją. W mailu było wiele komplementów, kilka nieśmiałych propozycji oraz link do portalu randkowo-matrymonialnego. A tam oczywiście zdjęcia pozostawiające raczej niewiele pola dla wyobraźni.

Kiedyś już pisałem o spamie, w którym małżeństwo proponowały mi Rosjanki i Ukrainki. Tamto było masowo wysyłanym oszustwem. Tutaj wyraźnie ktoś zadał sobie trud, żeby przeczytać parę wpisów z bloga i wysłać spersonalizowanego maila. Na razie nie odpowiedziałem, wciąż się waham…

Widzicie zatem, jak trudne jest życie współczesnego mężczyzny. Te dylematy, rozterki, konieczność podejmowania decyzji. Chodzę z kąta w kąt. Nie wiem, co wybrać. NIE WIEM! Doradźcie!
.
.
.
.
.
.
Czoko czy czeko? :)

Oszukali mnie, czyli krasnoludki w lodówce

Szanowni Czytelnicy, pragnę poinformować, że zostałem perfidnie oszukany. Po przekroczeniu magicznej liczby 500 polubień na FB… nie stało się nic. Żadnych wodotrysków, żadnych bonusów, wiertarek, wkrętarek…

Podejrzewam, że to ohydne oszustwo da się w prosty sposób wyjaśnić. Otóż, ostatnio kupiłem sobie lodówkę. Taką w miarę zwykłą (funkcji przechowywania zwłok i tak żadna nie miała, więc co będę przepłacał…).

Działa w porządku poza tym, że wydaje z siebie dziwne dźwięki świdrowania, burczenia i wiercenia. Według instrukcji to normalne, według producenta wszystko gra (no właśnie). Nie mogłem oczywiście przy tej kanonadzie zasnąć, więc zacząłem kombinować.

No i już wiem.Otóż jestem przekonany, że w mojej lodówce siedzą krasnoludki, które w wyniku wspomnianego wyżej perfidnego oszustwa otrzymały należną mi wkrętarkę. Dziękuję za uwagę.

PS Jeśli ktoś ma cichą lodówkę, proszę dać znać. Chętnie się zamienię. Krasnoludki dodaję gratis.

Instrukcja oddawania moczu

Ostatnio zajmuję się głównie tematami okołofallicznymi. Po entuzjastycznym odbiorze poprzednich wpisów mam wrażenie, że tego właśnie potrzebujecie, Szanowni Czytelnicy.

Dzięki uprzejmości Jacka Dudy (zbieżność nazwisk przypadkowa) mogę przedstawić Wam kolejny niebanalny problem natury egzystencjalnej.

instrukcja oddawania moczu

Dosłownie parę kresek, a tyle rozterek, tyle dylematów!

Po pierwsze, od razu wyjaśniam, że ds design to nie DentystaSadysta design. Nie mam z tym absolutnie nic wspólnego.

Po drugie, to szokujące, że feministyczna propaganda dociera nawet do publicznych szaletów. Oddawanie moczu na stojąco to dla mężczyzn nie tylko załatwienie podstawowej potrzeby! To manifestacja wolności, szczęścia i jeden ze sposobów na zbliżenie się do absolutu.

Po trzecie, zastanawia mnie, czy zgodnie z tą instrukcją można oddawać mocz siedząc, ale z czapką założoną daszkiem do tylu.

Po czwarte, w ogóle należy sobie zadać pytanie, czy tak istotną czynność powinno się wykonywać w czapce.

Po piąte, osobiście* chciałbym zwrócić uwagę na problem mężczyzn… hojnie wyposażonych. Postępując zgodnie z instrukcją, narażają się na bezpośredni kontakt z groźnymi bakteriami!

Po szóste, na rysunku wyraźnie widać, że zaleca się oddawanie moczu w sposób nieciągły, przerywany. Takie sikanie po kropelce to oznaka poważnych problemów z prostatą!

* if ju noł łot aj min, hehehe!

Trudne jest życie poety

Nie ukrywam, że jestem rozczarowany skromnym odzewem na mój niedawno ułożony wiersz. Liczyłem na brawa, komplementy i inne parfumy.

W zasadzie to spodziewałem się, że dostanę za ten rewolucyjny utwór literacką nagrodę Nobla. Niestety, okazało się, że wiersz o identycznej treści napisała wiele lat temu sama Wisława Szymborska…

Nie zraził mnie ten nieświadomy plagiat. Będę tworzył dalej. Np. takie coś:

Gdy dentysty w klanie brak
Kiśnie szczęka oraz…

zresztą nieważne.

Dentysta Sadysta a kolejny level?

Wychowałem się w latach mrocznych i strasznych, kiedy na topie były komputery marki Atarii (model 800XL). Jako dziecko uzależnione od gier komputerowych, uwielbiałem zdobywanie kolejnych „leveli”. Czyli poziomów.

Nieważne, czy akurat walczyłem z kosmitami, skakałem nad beczkami rzucanymi przez goryla, czy zdobywałem mistrzostwo świata w karate. Kolejny level to było coś.

Dzisiaj zgnuśniałem i zbrzydłem. Ale Fejsbuk sprawił, że młodzieńcze soki we mnie ruszyły! Otóż, w fejsbukowym panelu mojego fanpejdża pojawiła się zachęta, żebym promował blog, żeby zdobyć kolejny poziom 500 polubień. Aktualnie brakuje mi kilku.

I teraz podstawowe pytanie: co mi to da?

PS Za odgadnięcie tytułów trzech gier, o których mowa w drugim akapicie, do wygrania wirtualny toster.

Wierszyk o dentyście

Ostatnio rozmawiałem ze znajomymi o tym, że przedstawiciele niektórych profesji są nadzwyczaj cenni jako członkowie rodziny. Okazuje się, że bez lekarza czy prawnika w rodzinie nie da się żyć. Dentysta też może być – podleczy po kosztach, pocieszy w razie potrzeby (gazem rozweselającym) itd.

Za to powinowactwo z politykiem zostało jednogłośnie uznane za powód do wstydu i hańby. :)

Ta rozmowa zainspirowała mnie do tego stopnia, że postanowiłem ułożyć wierszyk.

Kto w rodzinie ma dentystę
temu szczęka nie ukiśnie

Dziękuję za uwagę.

Nie czuję twarzy!!!

Po takim tytule można by się spodziewać wpisu o nieudanym znieczuleniu pacjenta. Nie tym razem, sadyści… ;)

Cant Feel My Face to tytuł piosenki, zagranej przez Andrew Huanga na… sprzęcie dentystycznym.

Zatem jest pocieszenie dla tych wszystkich stomatologów, którzy boją się wypalenia zawodowego! Recepta jest prosta – jeśli nudzi cię robota, zamknij gabinet i ruszaj w trasę koncertową. Instrumenty już masz…

Mycie zębów a erekcja

Przeglądam sobie właśnie różne materiały prasowe z branży stomatologicznej. W oczy rzucił mi się tekst straszący kłopotami z erekcją u panów, którzy niedostatecznie dbają o zęby.

Otóż okazuje się, że kto myje zęby, ten nie ma problemów z… hydrauliką. :)

Od razu w mojej głowie zawrzało. Pierwsza myśl była taka, że dentyści nie mogą pozwolić, aby ta informacja ujrzała światło dzienne. Gdyby mężczyźni zaczęli dbać o zęby, znacznie spadłyby dochody stomatologów! Że się tak niemiło wyrażę – borowalibyśmy tylko panie.

Potem pomyślałem, że może wcale nie byłaby to taka katastrofa. Panowie pozbawieni problemów z erekcją i posiadający niepodziurawione zęby – aby zwiększyć swoje szanse na spożytkowanie niezawodnej erekcji – być może chętniej korzystaliby z dobrodziejstw stomatologii estetycznej, protetyki i implantologii – wybielanie zębów, licówki, koronki, protezy, implanty itd. A to przecież znacznie droższe i bardziej dochodowe niż zwykłe plomby!

Na koniec przyszły smutne refleksje o braku sprawiedliwości społecznej i przykrych skutkach rozwarstwienia dochodów… już sam nie wiem, co o tym myśleć…

Aha, przepraszam, jeśli tym wpisie zdarzyły się literówki – nawet sobie nie wyobrażacie, jak trudno jednocześnie machać szczoteczką i pisać na klawiaturze!