Ta witryna używa plików Cookies w celach reklamowych, statystycznych i technicznych. Korzystając z witryny wyrażasz zgodę na ich instalację.
Szczegóły na temat plików Cookies i możliwości ich wyłączenia w swojej przeglądarce znajdziesz w naszej Polityce Cookies.

Jaki program do gabinetu stomatologicznego?

Mam prośbę do osób obeznanych w kwestiach technicznych. Na co zwracać uwagę przy wyborze oprogramowania do obsługi gabinetu stomatologicznego? Jakie funkcje są potrzebne, czego szukać, czego unikać?

Przejrzałem na razie pobieżnie oferty kilku najpopularniejszych dostawców oprogramowania – ale to co sobie piszą na stronach niekoniecznie musi mieć związek z rzeczywistością.

Z serii dziwni pacjenci…

Nie ma to jak przyjść godzinę przed umówioną wizytą. „Może Pani zrobi sobie jeszcze spacer albo do sklepu wyskoczy?”. „Nie, poczekam sobie”.

Potem należy wiercić się po poczekalni, przestępować z nogi na nogę oraz rytmicznie chodzić w tę i z powrotem (uwaga,sprawdzić, czy na ścianach przypadkiem nie zamontowaliśmy trampolin, wtedy pacjent jest całkowicie usprawiedliwiony).

Na koniec należy niepostrzeżenie uciec.

Ale to nie koniec. W ramach bonusu można zostawić w rogu, za krzesłami, siatkę z zakupami, która niezauważona pozostanie na noc. Następnego dnia w gabinecie przywita nas smród gnijącego surowego mięcha.

Najlepsza muzyka do gabinetu dentystycznego

Coraz więcej dentystów umila pacjentom czas tortur przeróżnymi atrakcjami typu telewizja czy muzyka. Ostatnio, siedząc na fotelu u oprawcy, trafiłem na ten oto piękny utwór:

I to jest właśnie odpowiednia muzyka w odpowiednim miejscu! A nie jakieś tam relaksujące piardu-piardu. Pytanie tylko, jak bym się czuł, gdyby dentysta zaczął sobie to podśpiewywać… jeszcze bym ze strachu skoczył do monopolowego, żeby mu nie podpaść.

No, w każdym razie ogłaszam kolejny konkurs, w którym nie ma nic do wygrania! Czekam na propozycje innych piosenek dentystycznych.

Kolejna propozycja matrymonialna

Znowu dostałem ciekawą propozycję od kobiety (tak sobie powtarzam) zza wschodniej granicy. Tym razem mail o tytule Me Olga zawierał taką oto treść:

Hello, Ja nazwa Olga Mi Chce znajdziesz jej milowac wyjscia zenic zbudowac szczesliwy rodzinny do ulubiona mezczyzna Miec go szczesliwa przyszlosci stac sie swego drugi jedna druga gdyby gdyby ciekawe pisac mam. woli patrzac poczekac swoj odpowiedzi

Już sobie wyobrażam, jak szczęśliwie byśmy żyli, gdyby Olga na żywo mówiła właśnie w ten sposób, pewnie jeszcze z szybkością karabinu maszynowego. „Wyrzuć śmieci wyrzuć raz dwa trzy żyć szczęśliwie szybko szybko gotuj obiad głodna głodna!”… Chyba jednak nie skorzystam.

Aha, standardowo do maila dołączone było zdjęcie. Tym razem w kompletnym stroju.

Najlepszy dowcip dentystyczny

Był sobie pewnego razu dentysta, który lubił robić swoim pacjentom przeróżne dowcipy. W czasie przeglądu stanu uzębienia potrafił np. kreślić katastroficzne wizje („ooo, tu będzie poważna robota, 5, nie, 6 poważnych ubytków!”, „o, a jedyneczka to do ekstrakcji niestety!”).

Lubił też sprośne żarty – jego ulubiony traktował o dentyście z… małym interesem, który specjalizował się w… robieniu wymazów z jamy ustnej… Czyli, jak widać, poziom niezwykle wysoki. Arystokracja kabaretu…

Nasz dentysta-rubasznik znany był ze swoich upodobań w środowisku dentystycznym. Pech chciał, że pewnego razu musiał skorzystać z pomocy kolegi po fachu. Ropiejąca ósemka dawała się na tyle we znaki, że trzeba było ją usunąć.

Kto mieczem wojuje, ten od miecza ginie. Rubasznik w trakcie ekstrakcji… zemdlał.

Wystarczyło do wyrwanej komuś innemu ósemki przykleić dość obrzydliwy kawał mięcha (np. schab z kością albo inną karkówkę). Po wyrwaniu zęba właściwego schować go czym prędzej, krzyknąć „O Jezus Maria! Jak to wygląda!” i pokazać uprzednio przygotowany rekwizyt.

Na koniec można pozdrowić Hipokratesa i Naczelną Izbę Lekarską. :)

Dlaczego powinniśmy się przedstawiać najpierw imieniem, potem nazwiskiem

Każdy normalny człowiek wie, że powinno się przedstawiać czy podpisywać najpierw imieniem, a potem nazwiskiem, a nie na odwrót. Czyli „Jan Kowalski”, a nie „Kowalski Jan”.

Nazwisko „na przedzie” to domena wszelkiej maści kerowników, derektorów i innych wąsatych reliktów PRL-u, nierzadko po błyskotliwym awansie społecznym. Innymi słowy, trochę wstyd.

Ostateczny dowód, że imię na początku to lepsze rozwiązanie, znalazłem na cmentarzu 1 listopada. Na mijanym przypadkowo nagrobku przeczytałem „śp. Koza”… i potem oczywiście imię…

OK, różne bywają nazwiska, w „Kozie” nie ma przecież nic złego. Można nawet zrozumieć rodzinę, która zleciła wykonanie takiego nagrobka – wszak w żałobie człowiek nie myśli trzeźwo. Zastanawiam się tylko, w jakim stanie ducha był fachowiec grawerujący ten przepiękny napis…

Potem dowiedziałem się, że na tym samym cmentarzu leży pochowany Władysław M. Łokietek… Ten to w szkole musiał mieć ciekawie…

Pozdrawiam,
Sadysta Dentysta

Najlepszy prezent dla dentysty

Witam Szanownych Państwa po przerwie. Przepraszam za nieobecność. Po raz kolejny wpadłem do wielkiej dziury w zębie i nie mogłem się wydostać. Uratował mnie dopiero kolega po fachu, który dokonał ekstrakcji i przechylił ząb dziurą do dołu. Wypadłem i… jestem! :)

Skoro zbliżają się igrzyska komercji i obżarstwa, zwane dla niepoznaki Świętami Bożego Narodzenia, postanowiłem przedstawić mój subiektywny wybór idealnych prezentów dla dentysty.

Demoniczna dentystka – podobno absolutny hit i nowa biblia światowej stomatologii ;)

Spinki do mankietów – mój osobisty nr 1 – co najmniej +200 punktów do lansu

Figurka dentysty – ktoś za to płaci takie pieniądze?!?!

Gra rodzinna szalony dentysta – za samą nazwę należy się uznanie…

No, a w najbliższych dniach będę nadrabiał blogowe zaległości. Pod koniec tygodnia napiszę coś o 1 listopada – żeby utrzymać klimat świąteczny.

Gdzie mieszka żydowski Minotaur?

Ponieważ zawód (wirtualnego) stomatologa daje mi coraz mniej satysfakcji duchowej i materialnej, postanowiłem rozszerzyć swoją działalność o wymyślanie frywolnych żarcików, szpasików i innych wiców.

Pierwszy:

- Gdzie mieszka żydowski Minotaur?
.
.
.
.
.
.
.

- W rabiryncie.

Sposób na przełamanie stresu u dentysty – ASMR?

Od jakiegoś czasu w internecie, szczególnie na tak zwanych jutjubach, popularność zyskuje ASMR, czyli Autonomous sensory meridian response. Ki to diaboł?

Chodzi o wywołanie przyjemnych reakcji typu gęsia skórka, dreszcze czy mrowienie – zwykle przy pomocy różnego rodzaju odgłosów. W praktyce sprowadza się to do tego, że baba siedzi przed kamerą i ściszonym głosem coś mówi, szepcze, mlaszcze, cmoka itd. :)

Od razu zastrzegam, że nie ma chodzi tu o żadne wyuzdane erotyczne wygibasy! Cała sprawa opiera się raczej na subtelnym pobudzeniu zmysłów, które można porównać np. do tego, które następuje przy masażu.

No dobra, ale dlaczego o tym piszę? Bo w filmach ASMR zdarzają się też tzw. role playe, tzn. odgrywanie różnych scenek. M.in. wizyty u dentysty. Jak myślicie, coś takiego może mieć zastosowanie przy przełamywaniu strachu przed wizytą w gabinecie stomatologicznym?

DentystaSadysta od pożycia specjalista

Szanowni Państwo, kiedyś już wspominałem, że dostaję całkiem sporo informacji prasowych na maila. Branżowych.

Dzisiaj moją uwagę przykuł mail o temacie „Twoją żonę boli głowa? Wyślij ją do dentysty!”. W skrócie chodzi o to, że choroby zębów mogą powodować migrenę, a migrena – jak powszechnie wiadomo – to największa tragedia żonatego mężczyzny. Zatem trzeba dbać o zęby. W imię hedonizmu czy prokreacji – to już kwestia indywidualna.

Ja mam jeszcze inny pomysł. Może dentyści powinni połączyć siły i w kooperacji z innymi specjalistami mogliby otwierać gabinety dentystyczno-seksuologiczne? Albo poradnie małżeńsko-stomatologiczne? Skoro już dzisiaj dentyści wstrzykują botoks i nierzadko współpracują z różnymi magikami od dermatologii estetycznej i chirurgii plastycznej?

Jednego tylko wolałbym uniknąć. Gabinetów dentystyczno-ginekologicznych. Po pierwsze, jakoś tak głupio. Po drugie, gdyby nie daj Boże pomyliły się narzędzia… nieszczęście gotowe!