Niejaki minister Szyszko (znany w wielu środowiskach jako kompletny ignorant) zaprezentował niedawno koncepcję wycinki drzew na 2/3 powierzchni Puszczy Białowieskiej. Ma to zapobiec rozprzestrzenianiu się korników i podobnych im złych mocy.

Decyzja wywołuje raczej średni entuzjazm (wśród naukowców i ekologów), ale nie o tym chciałem. Otóż w czasie konferencji prasowej pewien dziennikarz zadał pytanie (bezdennie głupie), czy należy się spodziewać całkowitej wycinki na tej powierzchni.

Minister się obruszył i zaczął snuć fantazje o tym, że dziennikarze powinni przechodzić szkolenia i dopiero wtedy mogą zadawać pytania. Genialne!

Od razu wpadłem na pomysł, żeby analogiczne zasady wykorzystać w stomatologii. Pacjent nie miałby prawa o nic pytać, chyba że przejdzie (sowicie płatne) przeszkolenie ze stomatologii i zasad obcowania z jaśnie panem ministrem… wróć, stomatologiem.

W przeciwnym wypadku nie ma prawa pytać o nic. Bo jeszcze zapyta, czy ekstrakcja ósemki oznacza wyrwanie wszystkich zębów od jedynki do samo ucho.