Nie ma to jak przyjść godzinę przed umówioną wizytą. „Może Pani zrobi sobie jeszcze spacer albo do sklepu wyskoczy?”. „Nie, poczekam sobie”.

Potem należy wiercić się po poczekalni, przestępować z nogi na nogę oraz rytmicznie chodzić w tę i z powrotem (uwaga,sprawdzić, czy na ścianach przypadkiem nie zamontowaliśmy trampolin, wtedy pacjent jest całkowicie usprawiedliwiony).

Na koniec należy niepostrzeżenie uciec.

Ale to nie koniec. W ramach bonusu można zostawić w rogu, za krzesłami, siatkę z zakupami, która niezauważona pozostanie na noc. Następnego dnia w gabinecie przywita nas smród gnijącego surowego mięcha.