Język polski może i jest skomplikowany, ale też dość precyzyjny. Zaraz to udowodnimy…

Koleżanka pracowała zagramanicą w jakiejś dziwnej poradni telefonicznej współpracującej z przychodnią ogólnomedyczną. Język angielski. Nawiasem mówiąc, koleżanka stwierdziła, że to był najlepszy trening językowy w historii – wprawdzie już wcześniej doskonale radziła sobie w rozmowach po angielsku o medycynie ze specjalistami, ale język potoczny to zupełnie inna bajka…

Ale wracajmy do historii. Dzwonili tam różni ludzie, np. z pytaniami co robić przy zatruciu pokarmowym, do jakiego lekarza pójść w danej sprawie, gdzie robić różne badania itd.

Pewnego razu stremowany głos przebąkuje coś o wypadających włosach, łysieniu, jak to leczyć, że to taka tragedia i w ogóle pomóżcie mi. Koleżanka jakoś tam próbowała doradzić, pokierować do lekarza pierwszego kontaktu, wyjaśniała, że potrzebne są w takich przypadkach badania, bo przyczyn problemu może być wiele. Chciała też trochę rozładować napięcie, uspokoić rozmówcę, więc zaczęła trochę żartować i dodała, że w ostateczności nawet jeśli łysienie będzie postępowało, to wcale nie będzie tak źle – wiele kobiet uważa łysych mężczyzn za atrakcyjnych.

W tym momencie oczywiście okazało się, że rozmawiała z kobietą. :)

Dziękujmy Bogu za odmianę rodzajową czasowników (czy jak to się nazywało) w języku polskim!

Aha, koleżanka, żeby zatuszować nieco wpadkę, zasugerowała dodatkowo badania poziomu hormonów…