Był sobie pewnego razu dentysta, który lubił robić swoim pacjentom przeróżne dowcipy. W czasie przeglądu stanu uzębienia potrafił np. kreślić katastroficzne wizje („ooo, tu będzie poważna robota, 5, nie, 6 poważnych ubytków!”, „o, a jedyneczka to do ekstrakcji niestety!”).

Lubił też sprośne żarty – jego ulubiony traktował o dentyście z… małym interesem, który specjalizował się w… robieniu wymazów z jamy ustnej… Czyli, jak widać, poziom niezwykle wysoki. Arystokracja kabaretu…

Nasz dentysta-rubasznik znany był ze swoich upodobań w środowisku dentystycznym. Pech chciał, że pewnego razu musiał skorzystać z pomocy kolegi po fachu. Ropiejąca ósemka dawała się na tyle we znaki, że trzeba było ją usunąć.

Kto mieczem wojuje, ten od miecza ginie. Rubasznik w trakcie ekstrakcji… zemdlał.

Wystarczyło do wyrwanej komuś innemu ósemki przykleić dość obrzydliwy kawał mięcha (np. schab z kością albo inną karkówkę). Po wyrwaniu zęba właściwego schować go czym prędzej, krzyknąć „O Jezus Maria! Jak to wygląda!” i pokazać uprzednio przygotowany rekwizyt.

Na koniec można pozdrowić Hipokratesa i Naczelną Izbę Lekarską. :)