Dostaję sporo materiałów prasowych. Już o tym pisałem.

Ostatnio przychodzi mail, w tytule: „Zestresowane zęby”.

Pierwsza linijka maila: „Oczywiste jest, że to nie zęby się stresują, ale ich właściciele.”

Czuję rozczarowanie – to przecież mogła być taka piękna historia! Poza tym utwierdzam się w przekonaniu, że ludzie przygotowujący materiały prasowe bardzo często są dywersantami… (jak można napisać coś takiego? komedia)

Dalej było już standardowo – o bruksizmie, zgrzytaniu, zaciskaniu itd. W skrócie – trzeba się wyluzować, bo od stresu można dostać nie tylko zawału i wrzodów, ale też zęby sobie pokruszyć.

A może by tak pójść inną ścieżką? Może w ramach profilaktyki dentyści powinni sprzedawać substancje… rozluźniające? Oczyma wyobraźni widzę ten zalew nowootwieranych gabinetów („Dealerdent”, „Zielony uśmiech” itd.).