Dentyści mają wielką władzę. Zaglądają do jam gębowych swoich pacjentów i… mogą wszystko! Pacjent jest bezbronny! Dentysta, w czasie kontroli może przecież wymyślić absolutnie wszystko. Np. wypatrzeć próchnicę tam, gdzie jej nie ma. Albo wadę zgryzu. Albo stwierdzić, że między „szóstką” a „siódemką” mieszkają muminki…

Zawsze uważałem, że dentyści uczestniczą w wielkiej zmowie. Leczą zdrowe zęby i biorą za to ciężką kasę.

Ale właściwie po co tak się męczyć, skoro z pomocą może przyjść NFZ? Otóż, pewna dentystka z Podkarpacia postanowiła wyłudzić nieco pieniędzorków. Zgłaszała do NFZ, że leczyła dzieci w szkolnym gabinecie (oczywiście zakontraktowanym, jak na gabinet szkolny przystało).

Potem zdziwieni rodzice sprawdzali w ZIP-ie (Zintegrowanym Informatorze Pacjenta), że ich pociechy mają połatane uzębienie.

Ciekawe, czy zdarzały się z tego powodu awantury domowe. Np.:
Matka: Ty gówniarzu! Gdzieś ty się szlajał! Co z ciebie wyrośnie! Po dentystach chodzisz po kryjomu! Ach, ta dzisiejsza młodzież! a moich czasów to się do parku chodziło na alpagi, a nie do dentysty!
Syn: …