Obiecałem, więc piszę…

Pewnego razu późnym wieczorem doszedłem do wniosku, że muszę kupić sobie pizzę dziuseppe. :)

Jedyny sklep otwarty o tej porze pełni funkcję nocnego osiedlowego sklepu spożywczo-monopolowego. Bardzo miłe panie tam pracują.

Wchodzę, biorę co trzeba i idę do kasy. A tam młodzież ubrana w dresy. Wiek gimnazjalno-licealny. Słyszę jeszcze z daleka „no co ty?! nie wziąłeś dowodu? ja cię! no nie! ale pani wie, że ja mam dowód!”.

Podchodzę bliżej. Faktycznie, pani przy kasie mówi, że jeden z jegomościów jest pełoletni. Ten z pewnością siebie stwierdza: „No! To ja kupuję to wszystko!” i zagarnia kilkanaście puszek… radlerów! (w tle słychać „no, jakoś się rozliczymy”).

Młodzież wyszła, ja zapłaciłem i też wychodzę. Stoją przed sklepem. Wyglądają jak prawdziwi gangsterzy. Groźne miny, jakieś łańcuchy, dresiki… no i te radlery…

Słyszę rozmowę: „Ty, a ten gdzie poszedł (o jednym z kumpli)? Loda sobie kupić? Jemu to by wafelek wystarczył!”

Dziwna ta dzisiejsza młodzież.

Aha, gdybym dokładnie ich cytował, uwzględniając wulgaryzmy, ten wpis byłby o jakieś 60% dłuższy. :)