Poobijany pacjent. Skaleczone ręce, siniaki i ukruszony ząb.

- Co się Panu stało?
- Panie doktorze! Jechaliśmy z teściem na rowerach. Wiejska droga, niedaleko działki teścia. Jedziemy obok siebie. Dojeżdżamy do rozjazdu. Pytam teścia: „gdzie teraz?”. On na to: „w lewo”. No i kurna skręciliśmy. Ja w lewo, a on w to drugie lewo! Przywaliliśmy w siebie, aż zadzwoniło. Ja – jak widać. Teść – bez najmniejszego zadrapania!

Ciekawe by się skończyło, gdyby jechał z teściową…