W Gazeta.pl na stronie głównej atakują nagłówkiem informującym, że blisko milion naszych rodaków nie ma szczoteczki do zębów.

Od razu pomyślałem sobie, że może ci ludzie po prostu nie mają zębów. To najprostsze wyjaśnienie, genialne w swojej prostocie. Niestety, rzeczywistość jest bardziej bolesna.

Skąd to się bierze? Może to kolejny dowód na specyficzny polski charakter? Jak jest ok, to marazm, a mobilizujemy się dopiero w chwilach kryzysu? Czyli przekładając to na zęby: jak jeszcze są, to o nie nie dbamy, a martwimy się dopiero, kiedy ból nie daje żyć? :)

Zaniedbana jama gębowa jako dowód patriotyzmu…? :)