W powszechnym mniemaniu prowadzenie gabinetu stomatologicznego to super zabawa, która przynosi góry pieniędzy i same radości.

Tymczasem prawda jest nieco inna. Jedną z wielu przeszkód w osiągnięciu stanu nirwany jest choćby konieczność zagospodarowania odpadów, jakby nie było niebezpiecznych (złośliwi powiedzą, że dowodów zbrodni ;) ).

Są procedury, są przepisy itd. Oczywiście najprościej zatrudnić firmę, która się tym zajmie i po kłopocie. To dodatkowy koszt, ale problem z głowy.

Tak sobie właśnie o tym myślałem i myślałem, aż trafiłem gdzieś na jakimś forum na pytanie w sprawie warunków sanitarnych, jakie musi spełniać gabinet hydrokolonoterapii. Innymi słowy gabinet płukania jelita grubego. Jeszcze innymi: lewatywiarnia. :)

Człowiek dopytywał, gdzie można donieść na taki gabinet – najwyraźniej przeszkadzało mu sąsiedztwo (i hordy zatwardzonych emerytów przychodzących po wybawienie…). Pytał o sanepid i inne takie wesołe instytucje.

Oczywiście, pod wpływem tej lektury zaczęła mi pracować wyobraźnia. Doszedłem do wniosku, że oni to faktycznie mają odpady. Nie to co byle dentysta. Parę wacików i już.

Kiedy przemyślałem sprawę jeszcze raz, doszedłem do wniosku, że tak w ogóle żyjemy otoczeni niebezpiecznymi odpadami medycznymi, a cały nasz świat to jeden wielki gabinet hydrokolonoterapii… ;)