Ogłaszam beznadziejny konkurs. Beznadziejny, bo nagrodą nie jest milyjard dolarów, ale Wirtualny Uścisk Dłoni Dentysty Sadysty oraz prawo do wyboru tematu następnego konkursu (który nie wiadomo, czy w ogóle się odbędzie).

Temat:
Najbardziej traumatyczne przeżycie stomatologiczne z dzieciństwa.

Może ja zacznę. Miałem chyba z 6-7 lat. Zęby mleczne powoli zaczęły mi się ruszać i wypadać. Jeden był oporny. Pobolewał, chyba coś tam się przy dziąśle paskudziło. Ponieważ nie miałem wcześniej złych doświadczeń z dentystami, podszedłem do sprawy beztrosko – rodzice powiedzieli, że pójdziemy do miłej pani i nie będzie już bolało.

W tym momencie do akcji wkroczył mój sadystyczny brat. Starszy o 4 lata. Najwyraźniej doszedł do wniosku, że bardzo śmiesznie będzie mnie postraszyć. Roztaczał wizje wyrywania zęba obcążkami, wszędzie miała lać się krew, a do tego jeszcze chyba dentystka miała mi coś robić z językiem (przywiązywać czy coś takiego…).

W tym momencie Malutki Dentysta Sadysta myślał poważnie nad ucieczką z domu. Rozpaczy nie było końca. Brat oczywiście dostał za swoje, co jednak zmniejszyło moje cierpienia w stopniu niewielkim.

Przyszedł czas na wizytę. Dygoczę na fotelu, przychodzi pani dentystka, zagląda mi do paszczy. Potem… BIERZE KOMBINERKI (tak to wtedy widziałem!!!), po czym łapie za ząb i… po wszystkim. Nawet specjalnie tego nie poczułem. Było parę kropel krwi, dostałem jakąś tam naklejkę czy inną pierdołę na pocieszenie i mogłem zacząć zupełnie nowe życie!

Podsumowując: moje najbardziej traumatyczne przeżycie stomatologiczne z dzieciństwa nie było tak naprawdę związane ze stomatologią, ale z sadystycznymi zapędami kochanego brata. A mówią, że to jedynacy mają gorzej…