Od czasu do czasu tu i ówdzie pojawiają się informacje o rewelacyjnych wynalazkach dentystycznych. A to niby już niedługo nie będzie wierteł i borowania, a to nas znieczulą jedym wciśnięciem guzika itd. I to wszytko już za chwileczkę, już za momencik.

Spokojnie. Faktycznie, wiele nowinek technologicznych rzeczywiście trafia pod nasze stomatologiczne strzechy. Większość z nich jest mało widowiskowa i niekoniecznie widoczna dla pacjenta (kto by tam odróżnił nowoczesny tomograf od starego rentgena ;) ). Po prostu, sprzęt jest nowszy, lepszy, działa sprawniej, ale niekoniecznie wprowadza rewolucyjne zmiany w pracy dentysty.

Oczywiście istnieją techniczne możliwości, żeby zrewolucjonizować stomatologię. Mamy już przecież bajery przydatne np. przy znieczulaniu czy usuwaniu próchnicy bez borowania. Problemem są koszty. Kto będzie skłonny zapłacić kilka razy więcej za wizytę u dentysty wyposażonego w „kosmiczne technologie”? Tacy klienci pewnie są, ale stanowią zdecydowaną mniejszość.

Szara codzienność stomatologii opiera się na rozwiązaniach najprostszych i w miarę możliwości najtańszych. Może to i dobrze? Gdybyśmy dali się ponieść wynalazkom, może już za parę lat dentystów zastąpiłyby bezduszne roboty…? Tyle osób na bruk? A może wtedy wszyscy rzuciliby się do pisania blogów? ;)