Kiedyś już wspominałem, że dostaję regularnie różnego rodzaju informacje prasowe na temat stomatologii. Zwykle są średnio ciekawe i obliczone głównie na promowanie jakiegoś produktu.

Ostatnio dostałem maila o poważnym problemie, jakim jest zjadanie przez dzieci pasty do zębów. Pastę dzieci zjadają, bo… jest smaczna. Producenci prześcigają się w tworzeniu nowych smaków, żeby zachęcić dzieci do mycia zębów. Jak widać, wychodzi im to aż za dobrze…

Problem polega na tym, że pasta do zębów to niekoniecznie najbardziej pożądany element dziecięcej diety. Chodzi przede wszystkim o fluor, który w większych dawkach jest po prostu toksyczny. M.in. z tego powodu pasty do zębów dla dzieci zawierają go mniej (albo wcale).

Tak sobie o tym poczytałem i dochodzę do wniosku, że życie rodzica to prawdziwa udręka. Za czasów mojego dzieciństwa nie było takich problemów. Było kilka równie obrzydliwych past i chyba nikomu normalnemu nie przychodziło do głowy jedzenie tego świństwa.

Chociaż z drugiej strony… w postawówce miałem kolegę, który z upodobaniem zjadał swoje zeszyty. Ale tylko kartki w kratkę. Inne mu nie smakowały. :)