W serwisie Gazeta.pl Technologie pojawił się artykuł o wynalazku pt. „Keep 32″. Jest to rewolucyjna „molekuła” (czyżby błąd w tłumaczeniu?), która ma eliminować na kilka godzin bakterie powodujące próchnicę. Właśnie zaczynają to testować na ludziach. Za jakieś pół roku może wejść do powszechnego stosowania. I teraz pytanie: czy Keep 32 oznacza koniec wizyt u dentystów i co na to lobby stomatologów?

Olaboga, chciałoby się powiedzieć. O takich rewelacjach w branży słyszy się regularnie. Do użytku wchodzi niewiele. Dzięki tajemniczemu „lobby” czy innym spiskom? Nie, po prostu trudno o tak rewolucyjny wynalazek, który dałoby się zastosować w praktyce. I żeby w dodatku było to racjonalne ekonomicznie…

Nie mówi się za to o drobnym, ale również znaczącym postępie, dokonywanym „małymi kroczkami”. Coraz lepszy sprzęt, nowe metody znieczulania, materiały itd. Ale wiadomo, że z tego nie da się zrobić sensacji.

Oczywiście, w komentarzach pod artykułem o Keep 32 zaraz rozpętała się wojna. A to że dentyści nie pozwolą, a to, że ktoś wykupi patent i schowa do szuflady, a to że dentystów to nie obchodzi, bo na leczeniu próchnicy słabo zarabiają itd.

Mój komentarz: trzeba po prostu poczekać i zobaczyć. Jedno jest pewne – trochę wstyd, że przy obecnym poziomie zaawansowania technologicznego w stomatologii stosuje się relatywnie prymitywne metody. Fakt, niby wiertła już nie te, co kiedyś, to samo z plombami, znieczuleniem itd. Ale chciałoby się czasem, żeby dentysta wciskał tylko jakiś guzik w komputerze, a tajemnicze nanoroboty załatwiłyby całą robotę… :)