Dzisiaj będzie wpis nieco nieparlamentarny, ale za to bardzo pomocny – choć nie wiem, czy znajdą się odważni, którzy zdecydują się na praktyczne zastosowanie.

Od czasu do czasu przy okazji rozmów o dentystach pojawia się wątek pt. jak przekonać czy nawet zmusić dentystę do szybkiego i bezbolesnego wykonania zabiegu. Były już różne propozycje, m.in. ściskanie za to i owo. Pomyślałem, że jest też inny sposób.

Znajomy znajomego słynie z tego, że bardzo lubi wygodę w pociągu. Najlepiej przedział tylko dla siebie. Co robi, żeby odstraszyć ewentualnych współpasażerów? Stosuje najcięższy kaliber, czyli… siarkowodór własnej produkcji. I nie chodzi mi tu o produkcję według poradnika młodego chemika. Jeśli już, to młodego gastrologa. :)

Metoda jest skuteczna. Nie działa tylko na najbardziej wytrwałych, ewentualnie na tych pozbawionych węchu. Najlepiej podobno odstrasza zakonnice i matki z dziećmi – oczywiście ku wielkiej uciesze znajomego znajomego.

Zastanawiam się, czy stosując tę metodę można by zmusić dentystę do lepszego traktowania. Jak coś zaboli w trakcie borowania – dajemy szybki sygnał dźwiękowy, a reszty wyjaśniać nie trzeba. Ewentualnie można niewinnie rzucić: „och, panie doktorze, przepraszam najmocniej, ale już tak mam, że jak mnie coś zaboli to nie mogę się powstrzymać – taki odruch bezwarunkowy!”.

Być może to szantaż najniższych lotów, ale… pacjenci są przecież zdolni do wszystkiego! Pytanie tylko, czy potem nie byłoby problemów przy rezerwowaniu kolejnej wizyty… ;)