Było już sporo o strachu przed dentystą. Teraz trochę bardziej ogólnie.

Syndrom białego fartucha (kitla) to przesadna reakcja nerwowa na samą obecność lekarza (czasem nawet na myśl o nim). Objawia się różnie, z różnym natężeniem. Niektórzy dostają drgawek, inni się pocą, jeszcze inni wpadają w panikę i zwiewają gdzie pieprz rośnie.

Sporo osób ma bardzo umiarkowane reakcje na tle nerwowym podczas wizyt lekarskich – nic dziwnego, w końcu z oczywistych względów bywają one stresujące. Tak samo, jak stresująca może być wizyta na poczcie czy w banku.

W cięższych przypadkach syndrom białego fartucha może utrudniać diagnostykę i leczenie. Bo jak tu operować pacjenta, który po przyjęciu do szpitala dostaje ciśnienia 200/120, nie może spać w szpitalnym łóżku, a na dodatek męczy go biegunka?

Temat jest trudny, bywa niedoceniany przez lekarzy, a przecież jego niedostatecznie poważne potraktowanie może mieć ogromny wpływ na przebieg leczenia. W stomatologii, poza skrajnymi przypadkami, bez większych problemów można sobie z tym poradzić. Inne dyscypliny nie mają tyle szczęścia.

Sam mogę się przyznać, że np. moje pomiary ciśnienia i tętna wykonywane w przychodniach nie mają zupełnie sensu. W domu wszystko jest w normie, u lekarza jakieś stany przedzawałowe mi wychodzą. Z EKG też miałem niezłe jazdy…